ŁĄKA

Ani trochę się nie boisz? – pytają ostatnio WSZYSCY.

Boję się – odpowiadam. Boję. Najbardziej boję się tego, że pójdę siedzieć za grupowy mord na wszystkich pytających.

No bo ile można? – teraz ja się pytam. To chyba jasne, że mam obawy. W żadnym momencie mojego życia nie zostałam pozbawiona refleksji nad tym co robię. Nie ma godziny, żebym się nie zastanawiała, co mnie czeka w Patagonii. Huraganowe wiatry, ulewne deszcze, piekące słońce, obolałe dłonie i nadwyrężone kolana, pierwsze samotne noce w namiocie gdzieś na pustkowiu… Mam wymieniać dalej? Większość moich rozmówców „wymięka” już przy pierwszym punkcie więc daruję sobie resztę wyliczanki.

14 dni. Dokładnie tyle czasu mi zostało zanim wyruszę w świat. 2 tygodnie, żeby dopiąć na ostatni guzik wszystkie domowe i służbowe sprawy. A potem? No właśnie. Co potem? Czy ktoś wie co nastąpi później? Nie sądzę. Wszyscy jednak jak jeden mąż przypominają, żebym na siebie uważała, dbała o zdrowie, dobrze się odżywiała i najlepiej… nie jechała. Doceniam tą troskę, naprawdę, ale…sama też w końcu zaczęłam się bać. Tyle tylko, że mój strach podyktowany jest czymś zupełnie innym niż czyhające na mnie niebezpieczeństwa fizyczne.

Boję się powrotu do rzeczywistości. Boję się tego, że spodoba mi się ta niezależność, brak wytyczonej ścieżki, planu i sztywnych harmonogramów.

To przecież nie jest pierwszy raz kiedy wyjeżdżam. Całkiem sprawnie potrafię organizować wyprawy w najodleglejsze zakątki świata. Rzadko czegoś zapominam, jestem mistrzem w podróżowaniu przy niskim nakładzie kosztów, nie mam cech ksenofoba. Kocham podróże. To mój żywioł i spełnienie moich marzeń. Nie przeraża mnie ani odległość, ani obcy język, ani inna kultura. Jakby na to nie patrzeć do tego  właśnie dążę kupując kolejne bilety lotnicze. Lubię zmiany. Nie cierpię natomiast stagnacji i życiowego constansu.

To dlatego boję się tego wyjazdu. Podróże zmieniają światopogląd, wytrzeszczają oczy ze zdziwienia, przyprawiają o gęsią skórkę. Nieco ponad dwa miesiące to praktycznie nic w skali całego życia. To nawet niewiele w perspektywie roku, zaledwie 20%. Z pewnością mogą to potwierdzić Ci, którzy odbyli podróże kilkuletnie czy nawet wielomiesięczne. A jednak dla mnie to bardzo dużo. Choć na studiach  wyjeżdżałam na wiele wakacyjnych miesięcy, te podróże nijak miały się do mojej najbliższej wyprawy. Wtedy jechałam do pracy, z przeznaczeniem do wypełnienia, do zagrania ściśle określonej roli. A teraz… teraz jadę bez planu. Wiem, że chcę wyruszyć z Puerto Montt i dotrzeć aż do przylądka Horn. Co się wydarzy w trakcie albo potem? O tym co będę robić zadecyduje pogoda, mój humor, samopoczucie, napotkani ludzie i mijane widoki. Tylko tyle i aż tyle.

Dla mnie ta podróż to synonim wolności. I jej się właśnie boję. A nóż widelec spodoba mi się ten stan? :).

Zdarza mi się czasami, że czytając książkę uciekam myślami od ustalonej fabuły i wciągającej akcji. Niekiedy idąc na zakupy mam ochotę przysiąść na ławce albo na trawie w pobliskim parku i odpocząć kontemplując rzeczywistość.

Nie mam jakiejś ugruntowanej filozofii podróży ani nie krytykuję żadnych innych form turystyki. Zastanawiam się jednak często nad tym czy warto wstąpić na nieznaną wcześniej ścieżkę – pełną nowych  wrażeń ale możliwe, że bardziej wymagającą. Współczesna turystyka to machina pułapek napędzana ludzkim lenistwem. Może trochę teraz filozofuję, ale niekiedy warto odejść od takiej życiowej prozaiczności i przestać myśleć schematami. Nie macie czasem ochoty zboczyć z utwardzonych ścieżek i odejść w nieznane? W dosłownym i w przenośnym sensie.

Mam nadzieję, że ta wyprawa będzie pochwałą spontaniczności. Podróżując, wielu z nas odhacza z listy kolejne parki narodowe, plaże, hotele, miejsca z tzw. bucket list. Ja też tak robię. A przynajmniej robiłam do tej pory. Tymczasem, według mnie najlepsze imprezy i najbardziej ekscytujące podróże to te, których szczegółowo nie planujemy, przypadkowe spotkania, życzliwość ze strony zupełnie obcych ludzi, niespodziewane wydarzenia. Nie zamierzam jednak posuwać się w swoim rozumowaniu do bezcelowego błądzenia. Mimo to nie chcę bezrefleksyjnie korzystać z typowych ofert skierowanych do turystów. Nie zależy mi na doświadczaniu wszechobecnej powierzchowności i sztuczności. W tej podróży najcenniejsza jest dla mnie zmiana perspektywy, rezygnacja ze szczegółowych planów na rzecz skupienia się na otaczającym mnie świecie.

Chcę podróżować w wolnym tempie i na własnych warunkach, bez terroru obowiązkowych miejsc do zaliczenia i obiektów do sfotografowania. Chcę zostawić za sobą życiowe postawy i priorytety, którymi kieruję się przez cały rok.  Chcę zapomnieć o jutrze.

Moim zdaniem kapitalnie oddaje tę myśl fragment książki Dana Kierana „O wolnym podróżowaniu”:  Jutro dostaniemy to, czego pragniemy – musimy tylko dzisiaj przyłożyć się do pracy i zrobić coś solidnego: spędzić wiele lat w szkole, zdobyć dobry zawód, wziąć kredyt, kupić dom, oszczędzać pieniądze dla dzieci, oszczędzać na emeryturę, aż w końcu przestaniemy pracować i kończymy życie, być może rozmyślając o czekającym nas jeszcze żywocie wiecznym. 

A Wy? Pamiętacie,  kiedy ostatnio funkcjonowaliście bez jakiegokolwiek planu, bez prób przewidywania przyszłości, bez zamartwiania się o to co może się wydarzyć? Kiedy mieliście okazję do życia z dnia na dzień? Czy to jest w ogóle jeszcze możliwe?

Nawet zwykłe dwutygodniowe wakacje (które przecież same w sobie są definicją odpoczynku od codzienności)  to najczęściej spore logistyczne wyzwanie. Przecież trzeba pomyśleć o tym z kim zostawić kota, poprosić sąsiadkę o podlewanie roślinek, ustalić kolejność zwiedzania, zarezerwować nocleg i lokalne przejazdy, itp. itd. Jasne, że istnieje coś takiego jak wyjazd spontaniczny. Ale przyznajcie z ręką na sercu jak często (czy w ogóle) decydujecie się na coś takiego? A nawet jeśli dostaniecie niezaplanowany urlop, mąż/żona/partner życiowy nie zgłosi sprzeciwu, rośliny już dawno uschły, więc nie ma co podlewać, a dzieci akurat nie są chore – to na jak długi wyjazd możecie sobie pozwolić? Na weekend, na tydzień może dwa?

Czy w dorosłym życiu jest jeszcze czas na bycie wolnym? To pytanie zadaję sobie od dawna i ciągle nie potrafię znaleźć na nie odpowiedzi…

WyCHILE

 

 

.

No Comments
  • Udanej podróży życzę, a co będzie potem … czas pokaże. Nie należy martwić się na zapas 🙂
    Cieszę się, że Dan Kieran jak się domyślam przeczytany i zaakceptowany 🙂

    Listopad 9, 2014
  • To że się stresujesz, to akurat normalne ale niestety ten stres potęgują Ci wszyscy zaproszeni, ale równocześnie Ci życzliwi ludzie. Należy skupić się na sobie i robić swoje. A co ma być i tak będzie, za wiele wpływu na to nie mamy. Będzie dobrze, wrócisz w jednym kawałku z całą masą wspomnień 😉

    Listopad 9, 2014
    • Oczywiście miało być „zatroskani”a nie zaproszeni..eh uwielbiam mój telefon,zawsze wie leoiej;-)

      Listopad 9, 2014
  • Jak miałam 25 lat moi znajomi rozmawiali o kredycie ‚rodzina na swoim’ i o tym jaki stół kupic do mieszkania. Ja czułam, że to w ogóle nie moja bajka. Nie chciałam kupować żadnego stołu. Podjęłam decyzje: wyjeżdżam do Gruzji na 9 miesięcy na wolontariat. Nigdy nie zalowalam i nigdy nie wróciłam na stałe do Polski. Po Gruzji były Chiny a pózniej Tajlandia. Mieszkając, pracując i podróżując po Azji spędziłam ostatnie 3.5 roku. Też słyszałam te pytania: Czy się nie boisz? Trochę się bałam, pewnie. Tylko głupi sie nie boi. Ale chyba bardziej bałam się, że jesli nie wyjadę to będę musiała kupić ten stół.
    Jedź i ciesz się wyjazdem. Każda podróż zmienia i uczy.
    Trudno jest po takich wyjazdach powrócić do ‚normalnego’ stylu życia. Ale z drugiej strony to co inni uważają za ‚nienormalne i szalone’ my możemy uważać na normalne.
    Udanego wyjazdu życzę 🙂

    Listopad 9, 2014
  • Kochana, wszystko, co tu i teraz piszesz, wydaje mi się takie znajome. Mam podobną naturę, która ciągnie mnie w te niewytyczone ścieżki, miłującą podróże na własną rękę, we własny sposób, bo tylko takie podróże naprawdę rozwijają i czynią człowieka lepszym.
    Trzymam za Twoją wielką eskapadę kciuki, wierzę, że będzie fantastycznie!

    PS. Mój mąż od jakiegoś czasu pomrukuje o rocznej podróży dookoła świata, ale na to jeszcze nie jestem gotowa ….

    Listopad 10, 2014
  • D&P

    My jesteśmy już w takim zaawansowaniu, że całe nasze życie podporządkowane jest marzeniom o kolejnych podróżach 🙂 Patagonię przejechaliśmy rowerem tandem i była to niezła szkoła przetrwania! Mimo wszystko w każdej chwili moglibyśmy wsiadać na rower i zrobić to jeszcze raz…
    Powodzenia!

    Listopad 10, 2014
  • Ja wierzę że jest miejsce na bycie wolnym. Jest na pewno! Tylko trzeba na nowo wyzwolić w sobie dziecięcą radość ze świata i pozwolić sobie na probowanie, smakowanie bez odwoływania sie do tego „że coś muszę czy coś powinnam”.
    O dziwo moją największą obawą było to że po pięciu miesiącach w podróży nie będę chciała wrócić do domu 🙂

    Listopad 10, 2014
  • Mnie to pytanie co zadałaś na końcu – o dorosłym życiu i wolności, przeraża najbardziej. I to kupno stołu, jak Podróże Obieżyświatki wspomniała w komentarzu. Podróże ekscytują i dają siłę do działania 🙂 Niepewność i strach jest, ale musi być, żeby wyprawa miała smak. O wiele gorszy jest ten niepokój codzienny, że się utknie z tym stołem w dorosłym życiu.. brr.. A ja właśnie z tym niepokojem się zmagam i tęsknię za tym podróżniczym 😉 Powodzenia w podróży!
    Aga

    Listopad 10, 2014
  • Cóż mogę rzec? Będzie świetnie! Łap przygodę i pedałuj do przodu! Jasne, że są obawy, raczej niepokojący bylby ich brak. Emocje muszą buzować, wtedy czujesz, że żyjesz! Bedę trzymać kciuki i wysyłać Ci masę pozytwnej energii z Wawy! Chociaż w sumie nie sądze, żeby było Ci jeszcze więcej potrzeba 🙂 🙂
    P.s. przeczytałam na fejsie i nie mogę się powstrzymać: też wpadamy na Targi (z Luśką! ), może uda nam się znaleźć się na chwilę 🙂 W sobotę idziemy 🙂

    Listopad 11, 2014
  • Ja ciągle mam nadzieję, że jednak jest w tym dorosłym życiu miejsce na odrobinę spontaniczności. Na wolność, długie podróże. Ciągle mam nadzieję i mam nadzieję, że pewnego dnia to sobie udowodnie.
    A czy się nie boję? Nie jadę w dwumiesięczną podróż, nie sypiam w namiocie na pustkowiu, wiatr zazwyczaj aż tak nie wieje, a i tak co chwilę słyszę „a czy się nie boisz”. Bo jak to tak. Sama, samotnie, bez biura podróży, zarezerwowanych noclegów, ale wracając – samotnie. Itd…
    Tak więc. Będzie cudownie. Życzę Ci spontaniczności, cudownych poranków, wspaniałych spotkań. I mnóstwa wspomnień, którymi mam nadzieję się podzielisz 🙂

    Listopad 14, 2014
  • wstęp Ci świetny wyszedł 😀 Bój się, bój, mi się właśnie taki scenariusz spełnił, po długiej wędrówce nie wyobrażam sobie powrotu do wcześniejszego, poukładanego życia, ale… co w tym złego? 😉 Jak trochę pokombinujesz to potem znajdziesz swój oryginalny, pełen wolności, sposób na życie. Ja uważam, że moja decyzja o rzuceniu pracy (to już 3lata bez pracy na etacie) i odwróceniu wszystkiego o 180stopni była najlepszą z możliwych. 3mam kciuki!

    Listopad 15, 2014
      • o nie! to by się mogło źle skończyć 😛 Już wystarczy, że mamy paru moich koleżanek mnie nie lubią, bo mam na ich córki ponoć zgubny wpływ, zachciało im się nagle jeździć po świecie i emigrować daleko od rodzinnego gniazdka 😉

        Listopad 16, 2014
  • isawpictures

    Wolność jest przede wszystkim w głowie, więc to od nas zależy jak się na codzień zniewolimy. Zobaczysz, będzie cudownie, a po tych 2 miesiącacy zacznie ci się układać w głowie jakiś plan. Ja wróciłam z 3 miesięcznej wyprawy i zaczęłam pracę, teraz jeżdżę ile się da i kombinuję co tu zrobić, żeby się stąd wyrwać znowu na trochę dłużej 🙂

    Listopad 15, 2014
  • Powodzenia 🙂 Powroty do rzeczywistości bywają ciężkie, ale ku naszemu zaskoczeniu mogą być również miłą niespodzianką. A życie choć przez chwilę bez planu, bez zerkania w kalendarz chyba musi być fajne…

    Listopad 15, 2014
  • Dobra, powiem Ci – wrócisz i będziesz mieć depresję powyjazdową. Będziesz się czuła tak, jakbyś chciała znowu wyjechać. Nie wiem ile to potrwa – tydzień, miesiąc, dwa? Jedna rada: zaakceptuj ten stan, nie walcz z tym. To zupełnie normalne i przydarza się wszystkim. 🙂

    Listopad 17, 2014
      • Bardzo proszę. Najważniejszy atrybut: butelka dobrego wina. (Chyba zostanę travel coachem :D)

        Listopad 18, 2014
  • Nie bój się, nie słuchaj i jedź! (Wiem, wiem – nie zrezygnujesz tylko z powodu zatroskanych spojrzeń Twojej lokalnej społeczności i chwała Ci za to!).

    A jak Ci się spodoba za bardzo? To będziesz stawała na rzęsach, żeby móc tego doświadczać częściej i z taką determinacją, jaką prezentujesz – pewnie Ci się uda 🙂

    „Nie macie czasem ochoty zboczyć z utwardzonych ścieżek i odejść w nieznane?”
    Może nie dokładnie o to Ci chodziło ale ja ostatnio odkryłam, że zaczynają mnie nudzić „główne” atrakcje miast, które można znaleźć w każdym przewodniku lub programie wycieczki. Dużo większą wartość odnajduję w błądzeniu bez celu krętymi uliczkami, bo nogi i intuicja prowadzą mnie do miejsc zapadających w pamięć 🙂

    Powodzenia!

    Listopad 17, 2014
  • bez planu ? cholera to chyba największe ze wszystkich wyzwań… bo przecież wszystko może się zdarzyć ! ale czy z planem nie ? jestem niestety z tych co zawsze mieli plan na wszystko 😉 jak go nie mieć ? albo inaczej, jak poradzić sobie z presją otoczenia, które krzyczy, że nie da się inaczej?

    Grudzień 1, 2014

Leave a Comment

Your email address will not be published.