historie | podróże | slow life

O MNIE

SZKIC CHILE

FAQ

Kim Ty w ogóle jesteś i skąd się wzięłaś?

Mam na imię Edyta i urodziłam się jeszcze przed erą smartfonów i wszechobecnego internetu. Pochodzę ze Świętokrzyskiego. Jestem słoikiem. Zaraz po maturze wyemigrowałam do Warszawy. Z małymi przerwami mieszkam tam do dziś.

Jak to się zaczęło?

Tak naprawdę całe to moje podróżowanie zaczęło od łupieżczych wypraw po jabłka do dziadkowej spiżarni.  Każdorazowo, po otrzymaniu stosownej reprymendy, rozglądałam się za mniej strzeżonymi terra incognita. Wraz z następnymi wyprawami przybywało mi doświadczenia, przebiegłości i wzrostu. Mogłam więc bywać dalej i sięgać wyżej. To mi jednak nie wystarczało.

Potrzeba podróżowania jest więc w moim przypadku naturalną konsekwencją szeroko pojętej potrzeby poznania. Naprawdę niesamowicie jest docierać do granic własnych możliwości zarówno tych fizycznych, jak i mentalnych.  Próby odnalezienia się w innym kręgu kulturowym czy choćby tylko 5 km od domu zawsze były dla mnie ekscytujące. Wywoływały zachwyt lecz jednocześnie strach, czasem przerażenie, a nawet szok. Ale przecież o to właśnie chodzi! Bo takie doświadczenia nigdy nie pozostawiają obojętnym. Zmieniają światopogląd i wytrzeszczają oczy ze zdziwienia.

Umiesz coś więcej niż tylko bez przerwy gadać o podróżach?

No cóż, to zależy. Z wykształcenia jestem chemikiem. Z zawodu – managerem od zadań niemożliwych i team leaderem zespołów specjalnych. Z zamiłowania bywam pisarzem i gawędziarzem. Z wyboru zaś jestem homo turisticus. Podczas podróży znajduję setki nowych pomysłów na życie, których prawie nigdy nie realizuję. 

Masz jakieś inne pasje?

Muszę Cię zmartwić. Jestem dość monotematyczna. Mam oczywiście inne zainteresowania, ale w ten czy inny sposób, związane są one właśnie z podróżami. W naturalny sposób z nich wynikają lub stają się przyczynkiem do kolejnych.

Lubię pisać. Niekoniecznie farmazony. Choć zdarza mi się. Fascynuje mnie sztuka przetrwania w trudnych warunkach. Marzę o tym, by przespać się kiedyś w śnieżnej jamie, którą w dodatku sama wykopię. Kiedy nie podróżuję, mieszam ze sobą mydło i powidło przywiezione z różnych stronach świata. Czasem wyjdzie jakieś masło do ciała, a czasem kremik albo peeling.

Dlaczego podróżujesz?

A czemu Ty zbierasz znaczki? Albo dlaczego w każdy czwartek uczęszczasz na taniec brzucha? Kolejna gra komputerowa, książka, płyta? Po co Ci ona?

Bo lubisz? Bo to Cię odpręża? Bo nie możesz się bez tego obejść? A zatem znasz już odpowiedź na swoje pytanie.

W jaki sposób podróżujesz?

W tej kwestii chyba dość ciężko mnie zaklasyfikować. Staram się przede wszystkim podróżować stosowanie do okazji. I z biegiem lat coraz bardziej świadomie.

Jeśli w grę wchodzą podróże jestem w stanie znieść niemal wszystko. Lubię spać w namiocie, nie mam nic przeciwko nocowaniu na lotnisku czy na siedząco w autobusie. Porwałam się nawet z rowerem na Patagonię i sporo chodzę po górach. Bywam brudna i posiniaczona, ale nic nie jest w stanie zmniejszyć mojego entuzjazmu na widok nowych miejsc i w obliczu ciekawych spotkań w drodze. Nie straszny mi autostop na końcu świata, ciężki plecak czy brak dachu nad głową podczas ulewy.

Jednak miesięczna podróż przez Europę z 10 euro w kieszeni to raczej nie moja bajka. I to nie dlatego, że boję się potencjalnych trudności. Staram się podróżować tanio, bo nie lubię marnować pieniędzy, a nie dla samej zasady taniego podróżowania. Sztuka dla sztuki mnie nie interesuje. No chyba, że chodzi o jakąś formę survivalu. Wtedy zadzieram przysłowiową kiecę i tak dalej.

Jeśli mogę kupić bilet do Japonii za 67 euro to na pewno się skuszę.  Ale chętnie też spróbuję bosko pachnącego wina we francuskiej Prowansji. Nawet jeśli cena butelki trzykrotnie przekroczy mój dzienny budżet na wszystko, to w sprzyjających warunkach pewnie wydam te pieniądze. Życie jest przecież sztuką wyboru. A podróże są jej najlepszym nauczycielem.

Czego się boisz  podczas podróży?

Zimnej wody. Serio. Ze wszech miar jestem ciepłolubna. I choć pokochałam czwarty kwartał w Skandynawii, to tak jak diabeł boi się wody święconej, ja drżę na myśl o zimnej. Dosłownie i w przenośni. To chyba jedyna rzecz, która regularnie spędza mi sen z powiek, gdy planuję kolejny wyjazd do Ameryki Południowej albo w góry pod namiot. Ale w imię nieustannej eksploracji świata biorę na klatę nawet tak zabójcze przeciwności losy jak brak ciepłej wody. Czy po prostu bieżącej, w toalecie.

Czego szukasz, gdy jesteś w drodze?

Łatwiej odpowiedzieć na pytanie czego nie szukam – nudy, monotonii, schematów myślowych, braku tolerancji.

Wypatruję za to zapierających dech w piersiach krajobrazów, nowych smaków, ciekawych ludzi, interesujących historii, przygód, trudnych warunków, odpowiedzi na trudne pytania, nieoczywistych oczywistości, sensu życia.

Poszukuję wszystkiego, co pozwala mi iść do przodu i czym później mogę się z Tobą podzielić.

Do ilu krajów udało Ci się dotrzeć?

Mam nadzieję, że za każdym razem będę mogła odpowiadać na to pytanie inaczej. Bo choć uwielbiam wracać do miejsc, które już znam i lubię, nie ma dla mnie nic bardziej ekscytującego niż przekraczanie granicy nowego państwa. Za każdym razem czuję ten sam niesamowity dreszczyk emocji. Nowy język i waluta. Inna kultura i lokalne zwyczaje. Bo bycie odkrywcą, choć niełatwe w dzisiejszych czasach, w dalszym ciągu ma w sobie tą nieprawdopodobną magię, którą pamiętam z dzieciństwa i z filmu „Miłość, szmaragd i krokodyl” 🙂

A póki co, zerknij proszę na zamieszczoną poniżej mapkę. Tam już byłam. Może jeszcze powrócę, a póki co na liczniku 47 krajów. 



edyta siedlecki

Witaj! Mam na imię Edyta. Niektórzy nazywają mnie obieżyświatem albo blogerką, ale ja sama nie lubię się tak określać. Wolę za to mówić, że jestem dziewczyną, która spełnia swoje marzenia i zupełnie nie dba o to czy zmieściłaby się do jakiejkolwiek szufladki.

x