O mnie

Mam na imię Edyta.

Z natury jestem mało wylewna i raczej introwertyczna. Internetowy dziennik z podróży to zatem wyjątkowo ekshibicjonistyczna forma wypowiedzi jak na kogoś,  kto wysoko ceni sobie prywatność. Kiedy kilka lat temu zaczęłam prowadzić bloga, chyba nie do końca byłam tego świadoma.

Chciałabym jednak, abyśmy się dobrze zrozumieli.

Przy okazji zobacz, co u mnie słychać.

Jeśli masz więcej pytań, po prostu napisz.

Imię (wymagane)

Adres email (wymagane)

Temat

Treść wiadomości

FAQ’s

Na początek słów kilka

Urodziłam się jeszcze przed erą smartfonów i wszechobecnego internetu. Mogę dziś z dumą powiedzieć, że potrafię grać w gumę i znam conajmniej 4 niekonwencjonalne zastosowania trzepaka na dywany.

Zaraz po maturze przeniosłam się do Warszawy. Tam skończyłam studia i w efekcie lekko zapuściłam korzenie. Kocham to miasto i chociaż czasami myślę o życiu na emigracji, uwielbiam tu wracać po długich podróżach.

Początki w podróży

Całe to moje podróżowanie zaczęło dość niewinnie, bo od łupieżczych wypraw po jabłka do dziadkowej spiżarni. Każdorazowo, po otrzymaniu stosownej reprymendy, rozglądałam się za nieco mniej strzeżonymi terra incognita. Wraz z każdą kolejną wyprawą przybywało mi doświadczenia, przebiegłości i lat. Mogłam więc bywać dalej i sięgać coraz wyżej.

Potrzeba podróżowania stała się dla mnie w pewnym momencie naturalną konsekwencją szeroko pojętej potrzeby poznania. Próby odnalezienia się w innym kręgu kulturowym, czy choćby tylko 5 kilometrów od domu zawsze były dla mnie ekscytujące. Wywoływały zachwyt lecz jednocześnie strach, czasem przerażenie, a nawet szok. Nadal z resztą uważam, że przekraczanie granic własnych możliwości i wychodzenie poza strefę komfortu to wyjątkowy sposób doświadczania życia we wszystkich jego odcieniach. Tego od zawsze szukałam w podróży. Bo takie doświadczenia nigdy nie pozostawiają obojętnym. Zmieniają światopogląd i wytrzeszczają oczy ze zdziwienia.

Umiesz coś więcej niż tylko podróżować?

Wiele blogów, które znam ma dość osobisty charakter. Ich autorzy dzielą się z czytelnikami swoim życiem i przemyśleniami na mniej lub bardziej wyszukane tematy. Niektórzy pragną nawet uchodzić za influencerów, próbują wytyczać ścieżki, którymi warto podążać, starają się inspirować. Ja również próbowałam iść przez pewien czas tą drogą, ale kiepsko mi to wychodziło. Po trzech latach pisania, zamilkłam na kolejne dwa. Przez chwilę łudziłam się nawet, że będę zarabiać na blogowaniu i podróżowaniu, ale to też mi nie wyszło. I bynajmniej nie z braku możliwości. Raczej z braku chęci. Albo jak kto woli niechęci do kupczenia własną prywatnością i zamiany cudownego hobby w pracę.

W jaki sposób podróżujesz?

W tej kwestii chyba dość ciężko mnie zaklasyfikować. Staram się przede wszystkim podróżować stosowanie do okazji. I z biegiem lat coraz bardziej świadomie.

Jeśli w grę wchodzą podróże jestem w stanie znieść niemal wszystko. Lubię spać w namiocie, nie mam nic przeciwko nocowaniu na lotnisku czy na siedząco w autobusie. Porwałam się nawet z rowerem na Patagonię i sporo chodzę po górach. Bywam brudna i posiniaczona, ale nic nie jest w stanie zmniejszyć mojego entuzjazmu na widok nowych miejsc i w obliczu ciekawych spotkań w drodze. Nie straszny mi autostop na końcu świata, ciężki plecak czy brak dachu nad głową podczas ulewy.

Jednak miesięczna podróż przez Europę z 10 euro w kieszeni to raczej nie moja bajka. I to nie dlatego, że boję się potencjalnych trudności. Staram się podróżować tanio, bo nie lubię marnować pieniędzy, a nie dla samej zasady taniego podróżowania. Sztuka dla sztuki mnie nie interesuje. No chyba, że chodzi o jakąś formę survivalu. Wtedy zadzieram przysłowiową kiecę i tak dalej.

Jeśli mogę kupić bilet do Japonii za 67 euro to na pewno się skuszę. Ale chętnie też spróbuję bosko pachnącego wina we francuskiej Prowansji. Nawet jeśli cena butelki trzykrotnie przekroczy mój dzienny budżet na wszystko, to w sprzyjających warunkach pewnie wydam te pieniądze. Życie jest przecież sztuką wyboru. A podróże są jej najlepszym nauczycielem.

Czego się boisz w podróży?

Zimnej wody. Serio. Ze wszech miar jestem ciepłolubna. I choć pokochałam czwarty kwartał w Skandynawii, to tak jak diabeł boi się wody święconej, ja drżę na myśl o zimnej. Dosłownie i w przenośni. To chyba jedyna rzecz, która regularnie spędza mi sen z powiek, gdy planuję kolejny wyjazd do Ameryki Południowej albo w góry pod namiot. Ale w imię nieustannej eksploracji świata biorę na klatę nawet tak zabójcze przeciwności losy jak brak ciepłej wody. Czy po prostu bieżącej – w toalecie.

Czego szukasz, gdy jesteś w drodze?

Łatwiej odpowiedzieć na pytanie czego nie szukam – nudy, monotonii, schematów myślowych, braku tolerancji.

Wypatruję za to zapierających dech w piersiach krajobrazów, nowych smaków, ciekawych ludzi, interesujących historii, przygód, różnych warunków, odpowiedzi na trudne pytania, nieoczywistych oczywistości, sensu życia.

Poszukuję wszystkiego, co pozwala mi iść do przodu i czym później mogę się z Tobą podzielić.

Odwiedzone kraje

Choć uwielbiam powracać do miejsc, które już znam i lubię, nie ma dla mnie nic bardziej ekscytującego niż przekraczanie granicy nowego państwa. Za każdym razem czuję ten sam niesamowity dreszczyk emocji.  Inny język, waluta, odmienna kultura i mniej lub bardziej charakterystyczne lokalne zwyczaje. Bo bycie odkrywcą, choć znacznie utrudnione w dzisiejszych czasach, w dalszym ciągu ma w sobie tą nieprawdopodobną magię, którą pamiętam z dzieciństwa i z filmu „Miłość, szmaragd i krokodyl” 🙂

Aktualnie (marzec 2018) na moim liczniku widać 49 krajów.

Argentyna, Austria, Belgia, Boliwia, Brazylia, Bułgaria, Chile, Chiny, Chorwacja, Czechy, Dania, Estonia, Francja, Grecja, Gwatemala, Hiszpania (+Wyspy Kanaryjskie), Holandia, Hong Kong, Irlandia, Islandia, Japonia, Liechtenstein, Kuba, Litwa, Łotwa, Macau, Macedonia, Malta, Meksyk, Niemcy, Norwegia, Nowa Zelandia, Paragwaj, Peru, Polska, Portugalia (+Azory), Rumunia, San Marino, Słowacja, Słowenia, Szwecja, Szwajcaria, Tunezja, Turcja, Stany Zjednoczone (+Hawaje), Watykan, Wielka Brytania, Węgry, Włochy.

Odwiedzone kraje